Strzelectwo. Mama-mistrzyni z Gdyni

Strzelectwo. Mama-mistrzyni z Gdyni

Nieprzespane noce przed finałowymi pojedynkami. Treningi dopasowane do rytmu życia 4-miesięcznego Hektora. O kulisach walki o brąz na wrześniowych Mistrzostwach Europy w strzelectwie sportowym - szczerze w rozmowie z Joanną Wawrzonowską z Floty Gdynia. Mamą - najlepszą w Polsce pistoleciarką - żołnierzem zawodowym.

 

Byłaś najcelniejszą pistoleciarką w polskiej drużynie na ME. Wywalczyłyście brązowy medal w pistolecie sportowym, ale... indywidualne starty nie szły już chyba tak dobrze?

Do startu indywidualnego podchodziłam z myślą "zrobię swoje i tyle". Mistrzostwa Europy miały być dla mnie po prostu sprawdzianem formy, do której dopiero wracam. Niespełna 4 miesiące temu urodziłam synka.

Chociaż... ambicja czasem brała górę. Start drużynowy wiązał się z odpowiedzialnością nie tylko za siebie, więc chciałam strzelić lepiej. I udało się! Zwłaszcza w drugim etapie, który strzeliłam "na czysto" - 150/150 i tym samym pociągnąłem drużynę do walki o brąz.

A w finale... to już była niezła orka. Tam tempo jest zabójcze. Ledwo wyrabiałam się z załadowaniem magazynka po serii, a to potęgowało emocje.  Strzelanie finałowe wymaga dobrego przygotowania fizycznego, które u mnie jeszcze nadal kuleje. Dlatego walka o trafienia (strzał 10,2 lub wyżej) była okupiona strasznym bólem przedramienia. Bułgarki, bo to z nimi walczyłyśmy, nie dopuszczały łatwo i trochę musiałyśmy się napracować.

Poczułam się prawie jak za dawnych juniorskich czasów, kiedy cztery razy pod rząd sięgałam po złoto drużynowe Mistrzostw Europy w pistolecie pneumatycznym. No i satysfakcja, ze udało się mimo wszystko połączyć bycie mamą z udanym startem Mistrzostwach Europy.

 

Na mistrzostwa pojechałaś z mężem i maleństwem. Inne mamy-zawodniczki dzieci zostawiły w domu i... cieszyły się "świętym spokojem". A ty?

Bywały ciężkie noce i poranki. Trzeba było wstawać częściej, pilnować pór karmienia i godzić je jakoś z rozgrzewką, startami, fizjoterapeutą, psychologiem. Trzeba było startować w zawodach po... półtoragodzinnej zabawie z dzieckiem w środku nocy.

Z drugiej strony, podejrzewam, że to będzie dla mnie niezmiernie trudne doświadczenie zostawić Hektora na 9 dni i wyjechać na Mistrzostwa Świata do Kairu w połowie października. Może być trudno odpowiednio skupić się na zawodach wyłączając matczyne emocje.

Ale... są też plusy. Będę miała więcej czasu, by wypocząć.  

 

Przed startem w Kairze też trzeba będzie solidnie potrenować. Jak to pogodzisz?

Trenuję tyle, na ile bobas pozwoli. Przyznam, że nie jest łatwo wrócić tak szybko do częstych i większych treningów opiekując się na co dzień niemowlakiem. Mam wsparcie w rodzinie. Wspierają mnie jak mogą, żebym tylko mogła się realizować.

Jednak po wynikach z Mistrzostw Europy widzę, że to całkiem wystarczające: 3 punkty do wyników finałowych i brąz w drużynie, to już coś! Dla świeżo upieczonej mamy zwłaszcza.

Mam nadzieję, że tej pewności nie zabraknie mi też podczas Mistrzostw Świata w Kairze. Wiem na pewno, że będę musiała w przygotowaniach skupić się na tzw. części dokładnej pistoletu sportowego, bo czegoś mi brakuje w wykonaniu. Jeśli chodzi o "część szybką", to na szczęście ostatni start pozytywnie zweryfikował moje przygotowanie.

I tak o większości ostatecznie zadecyduje "głowa". Duża koncentracja i spokój są kluczowe. Mam nadzieję będzie umiała się w odpowiednim stopniu odłączyć od myśli związanych głównie z moim Maluszkiem. Wyjazd do Kairu to będzie nasze pierwsze, większe rozstanie.

Podziel się